piątek, 25 lutego 2011

Nocne niebo zimą

Miałem pisać w sumie o czymś innym, ale będzie o tym, co mnie dziś zachwyciło. Wracam sobie po poprawce ćwiczeń z mikro III [nie pytajcie co to... ważne że głupie i związane z ekonomią]. Idę całkiem zmęczony po drugim dopiero tygodniu nauki i nagle patrzę na niebo. Dla uściślenia nocne już niebo. Często to robię [dlatego blog nazwałem "il regardes le ciel" = oglądający niebo], ale dziś po tym jakże nieznośnym tygodniu zmagań z siłami ekonomii, poczułem wielką przyjemność widząc, że jest na tyle przejrzyście, że w końcu widać gwiazdy.

Najpierw uściślijmy może co zobaczyłem. Gdy noc jest w miarę pogodna, to w lutym około godz. 19.00, patrząc w kierunku południowym można dostrzec taki oto obraz:
Aby uzyskać lepszą jakość kliknij na zdjęcie:











No to teraz co dokładnie widzimy:
Dość charakterystyczny kształt mniej więcej na samym południu składający się z trzech skośnych gwiazd i czterech jaśniejszych dookoła to gwiazdozbiór Oriona - wielkiego mitycznego myśliwego - syna Posejdona, który to syn chwalił się że może zabić każde stworzenie. Wściekła Artemida, która to była boginią łowów tak się na niego wkurzyła, że gdy spał, podrzuciła mu skorpiona, który go użądlił... no i Orion umarł. Ale Posejdon umieścił swego syna na nieboskłonie - na złość swojej bratanicy. Orion ma trzy bardzo jasne gwiazdy: Rigel, Betelgeuse i Bellatrix. Betelgeuse, która jest 17000 razy większa niż nasze Słońce oraz 15 razy cięższa, już nie pożyje długo... a jej koniec prawdopodobnie będzie spektakularnym wybuchem... po którym przez kilka miesięcy będzie jaśniejsza niż księżyc w pełni i widoczna nawet w dzień :) Niestety "niedługo" w astronomii znaczy tyle co "za kilka tysięcy lat". Trzecią jasną gwiazdą jest Bellatrix - gwiazda wojowniczych kobiet [na prawo od Betelgeuse].
Na lewo i nieco w dół od Oriona mamy okazję obserwować najjaśniejszą gwiazdę na nocnym niebie - niebieskawego Syriusza - najważniejszą gwiazdę w konstelacji Wielkiego Psa. Ta gwiazda była bardzo ważna dla starożytnych Egipcjan [oni nazywali ją Sothis], którzy jej pojawienie się na niebie łączyli z porą wylewów Nilu. Nawet cykl kalendarzowy [który swoją drogą mieli mocno pogmatwany] liczący 1460 lat nazwali cyklem Sothisowym. Syriusz to imię psa Oriona, który nie odstępował swego pana ani na krok, i został razem z nim przeniesiony na niebo. [Zauważyliście że J.K. Rowling użyła nazw gwiazd jako imion rodziny Blacków w Harrym Potterze? Mamy Syriusza Blacka, Bellatrix Lestrange z domu Black, mamy też Regulusa Arkturusa Blacka, czy Andromedę Tonks - też z domu Black]
Kolejne jasne gwiazdy okalają pięknym kółeczkiem Oriona. Wyżej na lewo od Syriusza mamy lekko zielonkawą gwiazdę - Procjona, który to jest najjaśniejszą gwiazdą z gwiazdozbiorze Małego Psa [a przez Egipcjan był uważany za domenę Anubisa - boga śmierci]. Wyżej i na prawo [musimy nieco zadrzeć głowę] mamy dwie jasne gwiazdy ułożone obok siebie. To dwie główne gwiazdy konstelacji Bliźniąt. Jaśniejszy Polluks i nieco mniej jasny Kastor - mitologiczni bliźniacy o skomplikowanym rodowodzie... [odsyłam do Wikipedii]. Tuż nad naszą głową znajduje się Kapella - główny punkt w Woźnicy. Kierując nasz wzrok od tej gwiazdy prostopadle do horyzontu - na lewo od Oriona zobaczymy czerwoną gwiazdę. Jest to Aldebaran, który według starożytnych był okiem niebiańskiej konstelacji Byka. Kierując nasz wzrok na prawo zobaczymy jasny samotny punkt chylący się ku zachodowi. Nie jest to gwiazda! To Jowisz - największa planeta naszego układu słonecznego, która świeci dzięki odbitym promieniom Słonecznym.

Czemu o tym piszę? Lubię oglądać nocne niebo, a szczególnie nocne niebo zimą. Widać na nim piękno stworzenia. Jako że mieszkamy na półkuli północnej, nie jesteśmy w stanie oglądać wielkiego nagromadzenia jasnych gwiazd widzianych tylko na półkuli południowej, ale za to zimą... Zimą na naszym niebie pojawia się cudowny porządek i chłodne światło gwiazd, które od wielu tysięcy lat wyznaczały rytm ludzkiego życia... Niestety ten cudowny dla mnie układ ukazuje się zimą bardzo rzadko, ponieważ od jesieni do wiosny na naszych szerokościach niebo pokryte jest zbyt często chmurami. Dlatego też tak bardzo ucieszyłem się dziś widząc że mogę nacieszyć oko tą cudowną gwiezdną harmonią [aż sobie przystanąłem i patrzyłem jak głupi w górę]. Czuć w tym przepiękny zamysł Stwórcy, który wykazał się według mnie nie lada smakiem i gustem w takim, a nie innym zaplanowaniu tego wszystkiego. Niech astronomowie mówią, co chcą o tym że niebo jakie teraz widzimy to kwestia czystego przypadku, że za 100 000 lat wszystko się zmieni i poprzestawia. Niech sobie trajkoczą, że taka to a taka gwiazda składa się z wodoru i helu i czego-tam-kolwiek-jeszcze, niech trują, że te gwiazdy tak naprawdę są miliony lat świetlnych od siebie, a to co widzimy to tylko kwestia perspektywy i przypadku. A niech gadają i milion innych rzeczy, które mi nie są przydatne!
Ja i tak będę się cieszył
że w tej konkretnej chwili,
hinc et nunc,
dano nam
oglądać
piękno.

3 komentarze:

Figtherka pisze...

Cieszę się, że masz radość z pisania:)

Też lubię patrzeć w niebo ostatnio gdy na nie patrzyłam udając się na Mszę do św Anny w Środę to na granatowym firnamencie zobaczyłam klucz białych gołebi:)

Anonimowy pisze...

super to napisałeś ;) ;) ;)

etica pisze...

Świetna notka:) Nie słyszałam nigdzie o tym a to bardzo ciekawe;)