poniedziałek, 21 lutego 2011

Podchody i co z nimi nie tak.

Zostałem dzisiaj oficjalnie "zbesztany" przez moją koleżankę za brak nowej notatki. No tak. Zaczął się nowy semestr i Kamil nie ma czasu na zaglądanie na fejsbukę, winogrono i swojego bloga. Jedynym portalem, na który mogę sobie pozwolić jest pseudospołecznościowy UsoswebUW.

Chciałbym wspomnieć dziś o chyba trochę trudnym temacie. Od pewnego czasu intrygują mnie zmiany, jakie zaszły w podejściu do tak zwanego "podrywu" i jego pochodnych. Doszedłem do wniosku, że chyba zostałem w poprzedniej epoce z poglądami na ten temat. Codziennie obserwuję, że rolę od dawna już chyba się pozamieniały... równouprawnienie pociągnęło za sobą zmiany również w kwestii szukania powiedzmy "partnera". Niech nie zrozumieją mnie źle panie, którym zdarzy się czytać ten wpis, ale jak to jest że pułapka goni mysz...[hm, to może trochę dość okrutne porównanie, ale chyba na miejscu]. Przytoczę tu chyba mojego byłego nauczyciela od PO z liceum. "Kiedyś to kobiety kusiły mężczyzn nie golizną jak dziś. Chodziły ubrane od stóp do głów. Kompletnie ubrane. To wiecie działało nam na wyobraźnię. A tutaj odsłoniły kawałeczek ramiączka, tutaj odrobinkę nóżki spod tych swoich sukien i innych fatałaszków, a my byliśmy już w niebo wzięci, bo resztę sami sobie dopowiadaliśmy... a dziś co. Nagie chodzą i myślą że to robi wrażenie. Czego można się podomyślać jak wszystko jest podane i podetkane pod oczy. Dobrze że biustu do oka jeszcze nie wsadzają". No więc to był nasz PO-men [nie mylić skrótu z nieudolną partią polityczną], który ujął to wszystko znakomicie [co nie znaczy że nie będzie nic ode mnie].

Nawet samo [z braku lepszego słowa] zdobywanie dziewczyny, jej przychylności, jej uczuć kiedyś było domeną męską. Ba, było domeną męską przez baaaaaardzo długi czas. I wszystko miało się bardzo dobrze. Role były jasno podzielone: mężczyzna kusi kobietę, kobieta pobudza mężczyznę do kuszenia. Dziś nie jestem do końca pewien kto kogo kusi i kto kogo zdobywa... Bo gdzie przydzielić chłoptasiów-pięknisiów którzy pindrzą się przed lustrem dłużej niż niejedna kobieta... Albo gdzie będą należeć kobiety, które za wszelką cenę chcą uwieść mężczyznę, mimo że wcale tak naprawdę on niczego nie chce... uch uch, poplątało się [i w świecie i w mojej notce]. Niektóre przedstawicielki płci piękniejszej chcą z kimś chodzić tak beznadziejnie, że kręcą się wokół swojego celu cały czas nie dając jasnych sygnałów o co im tak naprawdę chodzi [używając lubianej przez nie formuły "domyśl się"] inne dają dość wyraźne sygnały i bombardują cel wiadomościami przez co się da, jeszcze inne czają się trochę z daleka i układają misterny plan zdobycia [tym najbliżej do działań kiedyś-męskich]. Na podstawie obserwacji wyróżniłem kilka moim zdaniem najgłupszych/najbardziej irytujących/najbardziej żenujących stylów podrywu. Oto i one:

1. na wróżkę chrzestną (ze Shreka)...: "cześć mogę cię zjeść?"
2. na ciapkę: bezmyślne wywoływanie instynktu opieki poprzez udawanie ciapy
3. na Supergluta: niedawanie spokoju i ciągłe nieodstępowanie
4. na cukier: przyklejenie się i udawanie słodkiego/słodkiej
5. na armatę: kanonada wiadomości, smsów, wiadomości, dzwonień, i jeszcze raz wiadomości
6. na niedomówienie: czajenie się takie, że w ogóle cel nie wie za bardzo o co cho, ale się domyśla.
7. na szpan: udawanie bohatera i wszechpojęta chełpliwość.
8. na lans: jestem elo wypasiony i w ogóle czaaad.
9. na muły/wykształcenie: wiadomo o co chodzi chyba...
10. na niedostępność: też chyba wiadomo [a jak nie to... domyśl się! o!]

Kolejność nie ma większego znaczenia. Wszystkie są jednakowo głupie i nie chcę mi się opisywać każdego stylu po kolei, bo chyba porównania są dość sugestywne.
Apel najpierw do kobiet. Uwaga. Faceci jeśli nie chcą z wami chodzić to choćbyście nie wiadomo co robiły to i tak nic z tego nie wyjdzie [pomijam tzw. sportsmanów]. Każdy normalny facet woli kiedy to on ma inicjatywę ustawodawczą w tej kwestii [wiadomo, że kobieta może ją uchwalić albo odrzucić, ale nadal z inicjatywą to my lubimy wychodzić]. Jeśli już naprawdę nie możecie wytrzymać i usychacie z tęsknoty, i w ogóle nie wiecie co jeszcze zrobić by się za wami obejrzał to: a) dajcie sobie spokój lub b) powiedzcie mu prosto i bez ogródek o co chodzi. Oczywiście nie popadajcie w skrajność i nie zgrywajcie wysokich wież bez drzwi, których nie można otworzyć. Jak kiedyś umiałyście wybalansować kuszenie i bycie zdobywaną to sądzę, że dziś tez powinno wam się udać.
Teraz apel do facetów: Kurwa no [sorry] panowie! Jeśli nadal 60% was będzie się za przeproszeniem ciocić i pięknić to jak wy w przyszłości będziecie o rodzinę dbać? Gdzie się podziały atawistyczne męskie instynkty polowania i zdobywania, logicznego myślenia i tworzenia rodziny [może to trochę za dalekie wyloty, ale w sumie do tego dąży ten cały teatr podrywu]??!! Do dzieła! Wy czekacie aż was pierwsza lepsza wokół palca owinie? CO TO MA BYĆ! Dupa do góry, a nie czekać na prywatną służącą, podczas gdy wy będziecie sobie tłuszczem obrastać! Wojna by się wam przydała! [Oczywiście 40% facetów pozostało facetami w głębi czy też i na zewnątrz a ich paradygmat męskości jest właściwy. Oni wiedzą co robić, choć czasem niewielka zachęta ze strony kobiety jest wskazana, bo to miło łechcze nasze męskie ego...]

Uch. Ale się napisałem. Do przeczytania może za tydzień. Jak mnie Aga znów zbeszta za brak nowych wpisów. :)

Brak komentarzy: