Dziś zatrzymuje się nad pozornie prostym problemem, który zaintrygował mnie dosłownie dziś. Nie ważne okoliczności w jakich rodziły się moje przemyślenia, ale muszę podziękować za nie pewniej kobiecie, która niech na razie pozostanie anonimowa.
To straszne, ale im dłużej sie nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ludzie bezczelnie kłamią, mijają się z prawdą, mówią półprawdę, lub tylko zerkają na nią ukradkiem... Nawet między ludźmi, którzy niby się przyjaźnią nie ma w wielu wypadkach prawdy, a co dopiero między ludźmi, któzy się kompletnie nie znają... Najczęstszą chyba formą zatajania jest nieszczerość i to nad nią chcę się dziś szczególnie zatrzymać.
Pierwsze moje pytanie: czemu służy bycie nieszczerym wobec drugiej osoby, nie ważne znajomej czy nie [oczywiście bardziej nie mogę się nadziwić sytuacji kiedy nieszczere są wobec siebie osoby pozornie bliskie]. Czy służy to zbliżeniu? Chwilowo pewnie tak. Wyobraźmy sobie sytację, że powiedzmy naciągniemy lekko prawdę aby kogoś nie urazić czy nie zranić... no dobra i co dalej? Komu jest lepiej? Czy aby na pewno osobie przez nas okłamywanej, czy może raczej nam samym, bo nie musimy stawiać czoła trudnej rozmowie czy sytuacji... Uwaga! To tylko chwilowe odkładanie problemu na później. Prędzej czy później i tak wszystko wychodzi. "Nie ma nic zakrytego co by nie miało być ujawnione" mówi Pismo Św. Ha, nawet im dłużej coś się ukrywa, tym mniej przyjemnie to coś dla obu stron zostanie ujawnione.
Nie chcę wyjść na jakiegoś mądrzyciela i egocentryka, ale ja staram się zawsze mówić prawdę. Różnie mi to wychodzi, ale tak zostałem wychowany, że prawda jest podstawą właściwego życia. Bardzo mnie frustruje i jednocześnie mocno dotyka, gdy ludzie zamiast starać się rozmawiać ze mną, dyskutować, zakładają że jestem okrutną i wredną osobą z tego powodu. Nie raz mi się dostało, że nigdy nie będę miał przyjaciół, bo się za bradzo rządzę, że nie warto mi mówić o ważnych rzeczach, bo potem mogę użyć słów przeciwko komuś. Przez moją szczerość ludzie mi nie ufają, rzadko ze mną rozmawiają na ważne tematy, ba [sic!] nawet nie mówią mi wprost tego co o mnie sądzą. Udają że wszystko jest ok, a jak przychodzi co do czego to się okazuje, że jednak nie myślą o mnie zbyt dobrze... Co więcej, trwają w takiej pozie licząc, że nic nie widzę i może nie będzie musiało dojść do konfrontacji ergo: ich brak szczerości nie wyrządzi nikomu nic złego bo i tak zainteresownay się nie dowie. Otóż wszystkim, którzy tak o kimkolwiek sądzą ogłaszam wszem i wobec: Jeśli masz coś do kogoś, to choćbyś nie wiem jak się starał/starała, nie ukryjesz tego. Pamiętaj, że obserując sam/sama jesteś obserwowany/obserowowana. Gdy masz coś przeciwko jakiejś osobie, jak najszybciej wyjaśnij tę sprawę. Ulżysz sobie i innym. Szczerość zawsze jest właściwym rozwiązaniem. Lubię porównywać prawdę do dobrego lekarstwa. Zwykle jest niestety gorzkie i ciężkie do przełknięcia. Czasem można podzielić lek na mniejsze dawki, czasem lek może mieć z mniejszającą goryczkę powłokę i nadal zachowuje swoje działanie. Tak czy inaczej dążmy zawsze między sobą do szczerości. W przeciwnym wypadku następują podziały i oddalenia często trudne do odbudowania.
9 komentarzy:
Kłamstwa są jak dzieci - trzeba nad nimi dużo pracować, ale to się opłaca, bo od tego zależy nasza przyszłość. Mówienie prawdy należy zostawić tym, którzy są na to gotowi. Ok masz sporo racji, czasami lepiej jest powiedzieć co się myśli i dostać propsy za szczerość. Jednak czasami lepiej jest poczekać, albo nie mówić wszystkiego co ma się na myśli...
Parafrazując zdanie z notatki: dla kogo to jest lepsze? Mówisz, że czasem lepiej kłamać lub nie mówić wszystkiego. Kiedy? Osoba nieznajoma jest zupełnie indyferentna jeśli o to chodzi więc po co kłamać. Każda osoba bliższa dzięki naszym kłamstwom będzie miała fałszywy obraz, który w miarę jak nawarstwia się nieszczerość będzie ciężej zniszczyć, bo szczerze mówiąc wątpię żeby ktokolwiek chciał aby jego życie zostało zbudowane na nie-do-końca-prawdzie. Prędzej czy później następuje weryfikacja i im więcej nieszczerości tym gorzej dla każdego z osobna i wszystkich ogółem.
Pozdrawiam
Argumentum ad absurdum - powiesz komuś, że ma raka i został mu miesiąc życia? Powiesz swojej dziewczynie że ostatnio przytyła? Ja bym się zastanowił kilkukrotnie nad takim rozwiązaniem... Czasami nie mówi się wszystkiego, żeby kogoś nie skrzywdzić prawdą bardziej niż kłamstwem. Jak mawiał towarzysz Wissarionowicz - mniej wiecie, lepiej śpicie. Racja, kiedyś jak się wyda może być trudniej. Ale życie nie jest czarno-białe. I nie ma prostych wyborów.
Pozdrawiam
Ps. Wpisuję komentarz tylko po to, żeby wywindować swoją stronę w SEO Google'a ;)
Ok. Ja mam swoje zdanie Ty masz swoje.
Zatem twierdzisz, że można każdego bezczelnie ranić i tłumaczyć sobie "ha jestem cudowny, bo jestem taki szczery"? Proszę, idź do wykładowcy powiedz, że się nie nadaje do nauczania. A prawda nas wyzwoli... Nie pójdziesz, prawda? No widzisz w jakim zakłamaniu żyjesz? Rozumiem o co Ci chodzi, ale zdanie "Ok. Ja mam swoje zdanie Ty masz swoje." świadczy, że Ty nie rozumiesz, że można czasem skłamać i pozostać dobrym czlowiekiem. [Komentarz abstrachuje od sytuacji opisanej w notce, dotyczy tylko tej dyskusji]
Ja chcę zapytać czy autor miał na myśli nieszczerość wobec osób nam bliskich, czy ludzi, którzy zupełnie się nami nie interesują?
szczerość nie jest bezczelnym ranieniem drugiej osoby,Etica. czasem,jeśli nie potrafimy byc szczerzy to może lepiej milczeć niż kłamać,po prostu. a szczerość,choc czasem boli,zawsze mam nadzieje ma na uwadze dobro drugiego człowieka.
pozdrawiam
jasne,każdemy może zdarzyć się skłamać,a mimo to może pozostać dobrym człowiekiem,ale to nie znaczy,że na kłamstwa możemy pozwalać
Idealne podsumowanie.
Pozdrawiam.
Prześlij komentarz