niedziela, 13 marca 2011

Co się komu należy

Uwaga. Ta notka zawiera pojęcia związane z matematyką. Jeśli jesteś ograniczonym humanistą... trudno. Jeśli jesteś otwartym i wykształconym humanistą, nie będziesz mieć problemów :)

Ta myśl tkwiła we mnie dłuższy czas, niestety nie mogłem jej do końca sprecyzować, nadać jej widzialnego kształtu słownego bez utracenia znaczenia, lub bez zniekształcenia go. Szukałem wymyślnych metafor, porównań, przykładów i ciągle wychodziło mi nie tak jak trzeba... Aż w końcu z nieba chyba wprost spadło mi to skojarzenie. Na początek może mały ustęp ze Świętej Księgi:

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana". Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana". Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność". Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 
[Mt 25, 14-29]

Pismo Święte daje nam bardzo dobry model zachowań ludzkich. Model poliinterpretowalny [nie jestem pewien czy takie słowo istnieje]. Model powiedziałbym dość kontrowersyjny. Czemu? Gdy byłem małym chłopcem i słyszałem ten fragment podczas Mszy Świętej trochę mnie oburzało czemu ten który miał pięc talentów i je pomnożył [przez co miał 10] dostaje na końcu jeszcze jeden talent sługi gnuśnego... A dlaczego nie ten co miał cztery? Jemu by się bardziej przydały... Dziś gdy jestem już większym chłopcem doskonale rozumiem przesłanie tej przypowieści.

Aby pełniej zobrazować to, co chcę wyrazić, skomplikujmy trochę model jaki daje nam Ewangelia. Tutaj się ujawni moja ekonomia i to czego mnie na niej uczą... Załóżmy że każdy człowiek przy urodzeniu może dostać pewną ilość talentów. Ich liczba niech należy do zbioru {1, 2, 3, 4, 5}. Każdy człowiek może wybrać pewien poziom swojej zdolności do rozwijania talentów i ten mnożnik należy do puli {1, 2, 3}. Jest jednak pewien warunek: im wyższy mnożnik rozwoju, tym większy wysiłek i trudności z tym związane. Czyli dla przykładu: Weźmy trzy osoby. Jedna dostała 5 talentów i wybrała mnożnik = 3 czyli może ona osiągnąć bardzo wiele, ale będzie musiała liczyć się z tym, że będzie miała trudną drogę, ale nagroda na końcu [w szególności u Pana] będzie ogromna. Druga dostała 3 talenty i wybrała mnożnik = 2, a więc na końcu będzie miała wynik równy 6 osiągnięty przeciętnym wysiłkiem. W końcu ostatnia osoba dostaje jeden talent i wybiera mnożnik = 1. Zostaje z tym jednym talentem do końca... Oczywiście nie chcę tu zmieniać Słowa Bożego, chcę na Jego podstawie przedstawić moją myśl. Tymczasem, czy rozumiecie o co mi chodzi w moim modelu? Pięknie :). Na sam koniec wprowadźmy dwie ostatnie zmienne, które odgrywają ważną rolę w moim modelu, a mianowicie: pierwsza to zazdrość. Brzmi złowieszczo. I tak powinno być, bo ona tutaj nam nieźle napsuje. Zazdrość tym większa im więcej jest osób dookoła nas, które mają większą ilość talentów/większy mnożnik niż my. Druga z nich to współczynnik spełnienia. Im wyższy wybraliśmy mnożnik i im więcej osiągamy efektów tym współczynnik jest większy. Większy współczynnik daje nam siłę by trwać dalej na naszej trudnej drodze, by dzielić się naszymi darami z innymi i dawania ludziom szczęścia. Mam nadzieję, że przedstawiłem to w miarę zrozumiale.

A teraz do rzeczy. Historyjka. Weźmy osobę, która została obdarowana przez Boga hojnie. Dostała 5 talentów i w miarę jak rozwijała się wybrała mnożnik na poziomie 3. Osoba ta wyróżniała się niestety w swoim środowisku. Otaczały ją osoby, które dostały mniej talentów niż ona albo nawet tyle samo talentów co ona, ale wybrały mniejsze poziomy mnożnika. Im bardziej nasz bohater pracował nad rozwojem swoich talentów, tym większą odczuwał radość z tego zo robi i tym bardziej chciał dzielić się tym co ma z innymi [działa tu oczywiście współczynnik spełnienia]. Jednocześnie otoczenie które wybrało mniejsze nakłady pracy coraz bardziej się irytowało tym, że nasz bohater odstaje od innych. Rosnął u nich poziom frustracji, że oni uzyskują mniejsze nakłady. Im mniejszą kombinację talentów i mnożnika ktoś miał tym większy był poziom jego zazdrości. W końcu środowisko postanowiło odizolować się od wyróżniającej się jednostki w celu zminimalizowania swojej fristracji. Nasz bohater jednak nie zrażony niczym dalej ciężko pracował nad rozwojem. Zaczął również dzielić się tym co ma z innymi. Ludzie zrozumieli to jednak opacznie. Według nich był to akt wywyższenia się, pokazania się jaki nasz bohater jest lepszy niż cała reszta. Ich poziom frustracji jeszcze bardziej wzrósł. W końcu środowisko w jakim żył nasz bohater zmieniło taktykę i zamiast odizolowywać się od niego, zaczęło obcować z nim, ponieważ wynikały z tego różne korzyści. Jedną z nich była na przykład możliwość skorzystania z osiągnięć naszego bohatera i wykorzystania ich do pomnożenia swojej ilości talentów dużo mniejszym wysiłkiem [bo przecież nasz nieprzeciętny osobnik sam chciał dzielić się tym]. Pojawił się w końcu inny osobnik z dość małą kombinacją. Dostał dwa talenty i wybrał mnożnik = 2. Sfrustrowany powodzeniem bohatera tej opowieści zaczął najwięcej czerpać z tego czym bohater się dzielił. Najpierw pomnożył to co sam miał. Lecz nie było to satysfakcjonujące. Chcąc ciągle więcej zaczął żerować na talentach naszego bohatera. Gdy nasz bohater to zobaczył niepomiernie się zdenerwował. Odizolował się od pasożyta i pozostawił go samemu sobie. Całe społeczeństwo to widząc zaczęło szemrać między sobą że to niesprawiedliwe, że nasz bohater ma tak dużo talentów a pasożyt [oczywiście onie go tak nie nazywali] tak mało. Że bohater powinien oddać mu część talentów, albo co najmniej nadal pozwolić na używanie jego talentów. Mówili, że bohater jest samolubny i że rzeczywiście nie warto było się z nim zadawać, bo rzeczywiście wygląda na to, że on sam chce być najlepszy... Nasz bohater cierpiąc w samotności nadal pracował nad swoimi talentami, ale stał się ostrożniejszy. Już nie ufał innym jednostkom, ale jednocześnie trawił go wielki żal bo nie mógł nikomu pomóc i podzielić się tym co ma bez narażania się na wyśmianie, złość i odrzucenie. Pasożyt natomiast nasyciwszy się swoimi talentami zaczął ich używać tak jakby od samego początku miał ich dużo i wypracował wszystko swoją pracą.
Tu skończę historyjkę i przejdę do wniosków...

Jako ludzie, którzy tworzą społeczestwo jesteśmy naprawdę, niesamowicie, bezgranicznie okrutni i niesprawiedliwi. Większość z nas albo cigle czegoś komuś zazdrości, albo nie może pogodzić się ze szczęściem kogoś innego. Ale nie poprzestajemy na tym. O nie. My chcemy być jak ci fajniejsi. Natomiast zamiast wybierać większy trud, my wybieramy zagrania nieczyste, żerujemy na kimś udając życzliwych, a jak się ktoś orientuje udajemy głupich albo skrzywdzonych. Ha a cała reszta żałuje nas że jesteśmy tacy pokrzywdzeni i jednocześnie oburza się postawą ludzi, którzy tak mogli nas potraktować.
Prawdziwy szacunek należy się osobom które mimo trudów, przeciwności losu i innych ludzi dalej idą i się rozwijają i mimo tego chcą się dzielić [nie mylić z "pozwalać żerować"]. Ludziom, którzy pasożytują na pracy drugich należy się pogarda i potępienie.

Wracając do Ewangelii, teraz już wiem dlaczego gnuśnemu odebrali talent a dali go temu który miał najwięcej. Ten pierwszy był kompletnym leniem i kawałem [tu powinno być niezbyt cenzuralne słowo, ale sie od tego powstrzymam]... drugi natomiast ciężko pracował, miał więcej do udźwignięcia niż sługa z dwoma talentami. Musiał rozwinąć aż pięć talentów, przez co miał trudniejsze zadanie... Im trudniejsza walka tym większe zwycięstwo.
Tu kończę i zawieszam temat do prywatnego pochylenia się nad problemem.
Do przeczytania niedługo.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Kamil,świetna ta notka ;)
pozdrawiam,AniaGosia ;)