Łolaboga dawno już nie pisałem. To wszystko przez sesję i wszystko co z nią związane, czyli nauka, sen, sen, nauka, sen, sen, sen.... itd. Studenci wiedzą, już-nie-studenci też, jeszcze-nie-studenci jeszcze nie wiedzą co ich czeka. Be afraid.
Trochę myśli się nazbierało, lecz nie wiem kiedy i jak je uporządkuję, i czy ujrzą światło, jakie daje im wszechobecny internet. Zacznę od najświeższej myśli... choć tak naprawdę kisła ona od dłuższego czasu gdzieś pomiędzy moimi komórkami nerwowymi.
Mianowicie, tak jak w temacie... no dobra prawie jak w nim, bo nie mam wcale zamiaru głupkowatości pochwalać, jednakowoż ciągle mi się zdaje, że wszystko dookoła mnie uważa inaczej. Czasem mi się zdaje, że świat dookoła mnie czeka na kogoś, kto będzie z siebie robił idiotę. Oczywiście korzyść jest obopólna, bo ludzie na ogół szukający łatwej rozrywki dostają ją prawie podetkaną pod sam nos, a osoba głupkująca zwykle odczuwa niesamowitą satysfakcję z bycia w centrum zainteresowania. Z czego wynika nasza skłonność do gapienia się na idiotów i rykośmiechu z ich [najczęściej] marnej jakości prób zdobycia zainteresowania? Nie podpieram się żadnymi badaniami empirycznymi, ani statystykami. To co własnie piszę to moje własne myśli i obserwacje najbliższego otoczenia i próba włożenia tych obserwacji w jakiekolwiek tło psychologiczne [tak więc proszę darować sobie ataki w stylu "skąd wiesz?" czy też "na jakiej podstawie tak twierdzisz"].
Do rzeczy. Czemu śmieszą nas ludzie robiący z siebie głupków? I na razie pomijam kabarety zawodowe trudniące się pełnoetatową rozrywką - o nich później. O co mi chodzi... z pewnością wielu z nas [błąd empiryczny, który i tak zamierzam podtrzymać] zna choć jedną osobę, która w towarzystwie zawsze robi z siebie idiotę i która tak naprawdę nie wykazuje wybitnych zdolności w innych dziedzinach, albo może i wykazuje, ale i tak nikt o nich nie ma pojęcia. Tak więc przypuśćmy, że taka osoba chce być "szał-szok-szpan" tylko że nie ma ani szału, ani szoku a tym bardziej szpanu... zostaje jedna droga... wygłup. Najlepiej taki żeby był śmieszny i zjednał zainteresowanie otoczenia. Według mnie to dość niski sposób zaspokojenia potrzeby uznania i docenienia społecznego, ale cóż... coraz więcej takich osób niestety spotykam... Pytanie... dlaczego takie wygłupy bawią znakomitą większość społeczeństwa, przynajmniej ja tak to widzę. Albo to ja jestem sztywniakiem [w co szczerze wątpię] albo niektórym wystarczają do śmiechu naprawdę niskie pobudki. Z czego się zwykle śmiejemy... [chociażby patrząc na kategorie najbardziej popularnych dowcipów] z innych narodów... z seksu... z Żydów... z Jasia i Małgosi [z seksu].... z głupiego Jasia...
Sam muszę przyznać, że jak byłem młodszy i mniej wykształcony [nie twierdzę, że teraz jestem nie-wiadomo-kim, ale dobre szkoły robią jednak swoje] sam się od tych dowcipów zataczałem... teraz jednak słysząc po latach te prikolaski [jak to nazywają Litwini] nie śmieszą mnie wcale. Ba, nawet powiedziałbym, że wywołują lekkie zażenowanie... bo tak naprawdę z czego tu się śmiać. Głupich Jasiów na pęczki w obecnych szkołach podstawowych i gimnazjach. Awersja do Żydów ciągle i niezmienne obecna gdzie nie spojrzeć. Innych narodów nie lubimy jak dawniej... Czyżbyśmy się śmiali z tego w czym tak naprawdę nie jesteśmy dobrzy... ? [Celowo przemilczałem w głównym tekście tę ostatnią kwestię...] Hm, jeśli jest jak mi się wydaje... to... wychodzi na to, że wcale nie mamy się z czego śmiać... Żeby było jeszcze fajniej to cała masa dowcipów i skeczy polega na tym, że śmiejemy się z nieszczęścia innej osoby lub robienia z siebie głupka przez kogoś innego. A więc wyśmiewamy kogoś kto jest głupszy niż my sami w zakamarkach naszej świadomości... Teraz pytanie. Zawodowe kabarety wiedzą to wszystko i... podają to czego widz się spodziewa. Czyli coś przy czym sam wydaje się mądrzejszy i inteligentniejszy. Patrząc na coraz niższy poziom nawet tych oficjalnych kabaretów, że już nie mówię o dowcipach, nasuwa się wniosek, że niedługo trzeba będzie się śmiać z ludzi umysłowo chorych, bo tylko oni będą na tyle mniej rozwinięci od nas żebyśmy mieli się jeszcze z czego śmiać... Mnie to przeraża... żałośnie.
Wracając na codzienne podwórko. Z coraz większym smutkiem obserwuję, że ludzie którzy potrafią zrobić z siebie głupka trafiają do innych lepiej niż ja, zwykle poważny i zachowawczy nawet wobec bliższych znajomych. Coraz częściej zauważam, że deklasuje mnie to w różnych znajomościach. Niestety, albo stety nie mam zamiaru robić z siebie bawoła na pośmiewisko żeby tylko sobie kogoś zjednać. Lecz z każdym dniem jest mi coraz bardziej żal nas ludzi, bo nasze wymagania obniżają się i przesuwają z powrotem w drabinie ewolucji z pozycji "włącz myślenie" w kierunku pozycji "działaj jak zwierze", a te dowcipy to tylko jeden z wielu tego przejawów.
2 komentarze:
Jakże mi nie żal autora. Zgodnie z teorią kompensacji deprecjonujemy zachowania, których sami u siebie nie zauważamy - kwaśne winogrona i słodkie cytryny.
Taki fajny autor: szyk rosyjski zna (mi się zdaje - zamiast zdaje mi się używa - przecież że nie przez pomyłkę), Białoszewskiego zna i docenia a ponadto może Kazika zacytować, że "ja mam wyższe wykształcenie, chociaż studiów nie skończyłem". I jeszcze mądrością po necie zarzuca a tu nikt nie docenia i jeszcze wredny komentarz anonimowo napiszą...
Co do adremu - i ja pozwolę sobie popisać się oczytaniem (nie mylić z inteligencją) - "Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie."
I jeszcze na koniec klasykiem tym samym
"Bieda temu, kto zadowolony jest z siebie: taki człowiek nigdy nie nabędzie rozumu".
Pozdrawiam z tej słodkiej krainy gdzie internet wiadramy dowożą.
Błogosławiona kurtyno anonimowości internetu. Pod twoją ochroną każdy może pisać cokolwiek bez obawy, że zostanie zdemaskowany.
Działa to oczywiście w dwie strony. Ja mogę pisać tu swoje spostrzeżenia, ktoś inny może je opacznie interpretować [a kierunek interpretacji zdradza samego autora, mnie również].
Co do kwestii językowych wychodzi na to, że autor nie przeczytał więcej niż ostatni post - pominął choćby wstępniak mówiący o tym że często mogę robić językowe błędy i proszę w związku z tym o wyrozumiałość w tej kwestii. Nie mniej, błąd[?] przytoczony przez autora wyjęty z kontekstu nawet dla mnie brzmi nie po polsku. Nie mam zamiaru polemizować w tej kwestii, ale dla mnie naturalniej brzmi "jeśli jest jak mi się zdaje" niż "jeśli jest jak mnie się zdaje" czy "jeśli jest jak zdaje mi się" [w tym ostatnim w mowie można byłoby podejrzewać, że rozmówca "zdaje misie"]. W każdym razie dziękuję za czujność.
Co do ogólnego wydźwięku komentarza: Celem notek [znakomitej większości] jest zasada "obserwacja + skojarzenie" Nie mam zamiaru pouczać, mądrzyć się [co na każdym kroku podkreślam] czy separować od reszty społeczeństwa jako osoba nieskazitelna, i godna podziwu [warto chociażby zwrócić uwagę na fakt że pisząc w pierwszej osobie liczby mnogiej włączam niejako siebie]. Pisząc notkę chcę podetkać temat do zastanowienia się, czasem z nieznacznym komentarzem. Tylko kilka notek jest powiedziałbym z gatunku bardziej prywatnych, ale i tu wiedzą o tym wyłącznie osoby zainteresowane.
Zgadzam się w stu procentach z cytatami autora komentarza i polecam, jeśli oprócz światłego rozumu ma jeszcze odwagę, by nie zasłaniał się bezpostaciowością pod tytułem "Anonimowy" i jawnie wygłaszał swoje uwagi.
Pozdrawiam.
PS. I życzę poprawienia się warunków telekomunikacyjnych a szczególnie sytuacji internetowej. Zainwestujcie w ciągniki.
Prześlij komentarz