Dziś święto osób chorych na epilepsję, urodziny mojej dobrej znajomej [przy okazji składam również tu publiczne życzenia :)], a także jakże różowe, przesadne i komercyjne święto zwane walentynkami. No cóż, można ten wywód uznać za narzekania człowieka samotnego, ale przez to być może bardziej obiektywnego pod tym względem. Całe to zamieszanie jest dla mnie manifestacją pretensjonalności towarzyszącej dzisiejszemu społeczeństwu na każdym kroku. Widząc dziś szczególne nagromadzenie par wszelakich krążących po stolycy, ściśniętych w autobusach tramwajach i metrze, nabożnie chroniących wszelkie kwiaty, bombonierki, upominki itp. przed cisnącym zewsząd tłumem, zapytałem siebie, czemu tylko dziś? Moja znajoma Lilfox na swoim blogu napisała to http://lilfox.pl/ . Prawdziwie zakochanym ludziom nie potrzebne są walentynki by wręczyć kwiaty, zaprosić na kolację i wiele innych rzeczy mających wyrazić uczucia. Odnoszę wrażenie, że nagle czternastego lutego wszyscy przypominają sobie o tym jak mało dbali o szczęście swojej połówki przez cały rok i nagle chcą nadrobić go w jeden dzień, by potem znów zapomnieć o rocznicach, nie przykładać atencji i ciągnąć na przyzwyczajeniu... Jak jest u każdego z nas? Niech każdy odpowie sobie sam.
Oczywiście, nie neguję święta samego w sobie, bo przecież jest to czas jeszcze bardziej specjalnego pochylenia się dwojga ludzi nad tym, co ich łączy, ale nie może być ono substytutem całych miesięcy oddalenia. Jeszcze inną kategorią są osoby, które obchodzą ten dzień niejako "na pokaz". Bo przecież trzeba pochwalić się wszystkim znajomym "jaki to mój misio jest cudowny, wspaniały i uroczy, i w ogóle och i ach", a najlepiej jeszcze przez fejsika czy naszą-bezklasę. Takim parom nie wróżę długiej przyszłości [w większości]. Ale, nie byłoby wielkiej pompy bez pieniędzy, bo przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto na ludzkiej próżności zarobi i to z reguły całkiem nieźle. Pomyślmy, jak wielkie skoki przychodów mają nagle kwiaciarnie, firmy produkujące coraz to bardziej wymyślne czekoladki, bieliznę, kosmetyki itp. Utwierdziłem się w tym przekonaniu jeszcze bardziej po tym, jak przeczytałem artykuł w dzisiejszym Pulsie Biznesu pod tytułem "Bankowe Walentynki". W materiale można znaleźć różne ciekawe promocje banków, które oferują zniżki na "walentynkowe artykuły" czy bilety na pobyt w hotelu czy spa. Autor odwołuje się również do badań wskazujących na zwiększoną aktywność konsumencką podczas weekendu poprzedzającego walentynki oraz wzrost zysku odpowiednich firm.
Do czego zmierzam. Nie pozwólmy, żeby walentynki były jedynym dniem, kiedy przypomnimy sobie, że "trzeba kupić kwiatki" czy "zaprosić na kolację", czy cokolwiek innego [nie mam zamiaru wszystkiego teraz wyliczać]. Powtarzając za Lilfox, życzę walentynek przez cały rok. Nieustannie. Nie dajmy się porwać modom i prądom, wprowadzając jeszcze jedno rutynowe święto, kolejny obowiązek, który odbiera całą magię i urok miłości czy zakochania.