sobota, 12 listopada 2011

Unifikacja oddziaływań słabych

Czemu taki tytuł? Po to żeby było przewrotnie. Może kojarzyć się z fizyką, lecz o niej nie będzie. O czym będzie - nietrudno się domyślić - o ludziach. Po pierwsze wyjdźmy z założenia, że człowiek mając wpływ na otoczenie jest oddziaływaniem. Czy tytuł już jasny?

Bazując na tym samym schemacie [obserwacja - przemyślenie - napisanie]. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że obracam się w świecie w którym wszyscy zaczynają być do siebie podobni... broń Panie Boże nie mam na myśli cech fizycznych [przecież mówiłem że żadnego aspektu fizycznego tu nie będzie]. Chodzi mi jak zwykle o to co siedzi głębiej.

Jadę sobie jakiś czas temu skmką w stronę stolicy i nagle słyszę jak na którejś stacji znajomy głos woła "oooooo! cześć"... "Kurczę", myślę, "jakiejś znajomej nie zauważyłem?" Po chwili odwróceń i wychyleń głowy doszedłem do wniosku, że głos wydobyła z siebie ~20 letnia dziewczyna z nienaturalną opalenizną i długością paznokci, która co prędzej wymieniła tak głośno jak tylko jej głosik pozwalał najświeższe plotki ze swoją kumą [która o dziwo miała taki sam ton głosu, tak samo akcentowała, i śmiała się dokładnie z tych samych faktów]. Na szczęście opuściłem pociąg w śródmieściu i byłbym o tym zapomniał, gdy tu nagle słyszę podobny głos parę kroków ode mnie. Tym razem była to dziewczyna na pierwszy rzut oka sprawiająca wrażenie całkiem inteligentnej, aczkolwiek dość nieuważnie podającej na cały głos numer dostępu do internetowej obsługi bankowej [napomknę że jesteśmy na stacji Warszawa Śródmieście]. Żeby nie było, że się czepiam kobiet, posłuchałem dla kontrprzykładu rozmów w tramwajach, autobusach, na uczelni i w różnych innych miejscach. Co stwierdziłem? U facetów występuje dokładnie takie samo zjawisko, tylko że w tym przypadku dużo łatwiej powiązać ludzi w pewną grupę.

Po przeprowadzeniu badań organoleptycznych, mogę stwierdzić że wśród kobiet każda tzw. solara mówi w ten sam zmanierowany sposób. Najbardziej zastanawiającym jest jednak fakt, że co bardziej rodzicobogatna i odlansowana "inteligencja" mówi w zdumiewająco podobny sposób [sic] i w tym wypadku dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Proste badanie: wystarczy posłuchać jak zaczynana jest rozmowa: [nie umiem oddać literami tonów i przedłużeń, ale się postaram:]
-Noo czeeeeeeeeść
-O heeiii! Coo taam...?
-A wiesz [opcjonalna "kurwaa" w przypadku facetów]
a. jaaakos' leciii
b. maaam takieeeg kaaaca
c. etc...

Ja wiem że działają pewne upodobnienia międzyludzkie i długo ze sobą przebywając pewien sposób mówienia może zostać uwspólniony... ale na litość, wątpię żeby nienaturalna opalenizna często widywała się z klasą okularów-kujonek [najlepiej Ray-Bana]. A teraz pytanie. Z czego to może wynikać? Śmiem pokusić się o dość szokującą hipotezę. Ludzie z pewnymi dysfunkcjami umysłowymi również mają skłonność do przeciągania, i nieoczekiwanego akcentowania słów. Może po prostu nasze społeczeństwo zaczyna używać mózgu coraz rzadziej i na krótki dystans? Przecież teraz wszystko ma być proste do ogarnięcia, proste do zrozumienia, proste w odbiorze, a broń Boże ["ateiści" jak zdarzyło mi się posłuchać czasem również używają tego zwrotu] jeśli coś ma w sobie trochę matematyki. Tak więc jak wszystko ma być proste, to w sumie czemu używać wyszukanych słów czy pracować nad indywidualną intonacją, czy też wymową jakąkolwiek w ogóle. Mówmy wszyscy tak samo, wtedy bez większych wysiłków się zrozumiemy. Idźmy tym tropem dalej. Upraszczające się społeczeństwo potrzebuje przecież najprostszych rozrywek: czy to pełne przyziemnej i wyreżyserowanej rywalizacji teleturnieje z cyklu "The Voice of Poland", lub najsłabiej pod słońcem zagranych "Trudnych spraw" lub śmierci Hanek... Inni z kolei nie mogą porzucić dzikich łubudubu imprez gdzie alko leje się strumieniami [a potem rywalizacja: ja to się tak nachlałem, że prawie wpadłem do basenu... A ja to skończyłem w łóżku z kumplem... O! A ja z dwiema napalonymi panienkami. Ha, a ja w kiblu" Teraz uwaga. Nie mówię żeby wszystko to teraz porzucić i chodzić tylko do teatru i filharmonii, czytać klasykę i trzymać nos powyżej czubka głowy. Nie. Wszystko jest dla ludzi, ale dlaczego dzięki temu wszystkiemu musimy się upraszczać? Czemu mamy żyć tylko od uchlania do uchlania czekając tylko aż będzie z kim iść do klubu? Czemu tak wielu ludzi mianujących siebie "inteligentami" dąży do tego żeby spłycać siebie na tyle różnych sposobów? A może ewolucja robi psikusa i poprawiając wygląd człowieka jednocześnie zmniejsza rozmiary naszej czaszki? [To by było proste i wygodne]. Jaki wpływ na otaczający świat ma tak zblazowana osoba? Żaden. Czym różni się od innych? Niczym. [Paradoksalnie każda z nich żywi głębokie przekonanie, że jest jedyna w swoim rodzaju - bo Ray Banki ograniczają trochę pole widzenia.] Czyim głosem mówi? Opinii publicznej [czyli de facto niczyim, albo jakimś tam]. Czy potrafi zdefiniować kim jest i co robi? Jakoś tak ogólnie tak, ale w sumie to jest romantycznie nieokreślona. Krótko: unifikacja jednostek słabych w wielką bezmyślną homogeniczną poglądowo papkę. Nie chcę teraz apelować i głosić manifestów w stylu: "Ludzie! Myślcie! Bardziej! Nie... jeszcze nie wystarczająco!" [chociaż może niektórym by się przydało]. Chcę natomiast żeby trochę zatrzymać się nad tym, kiedy wyłączamy mózg a włączamy bezmyślenie gdy właśnie myślenie i ciągła rewizja rzeczywistości jest potrzeba.