niedziela, 25 września 2011

Któż otrze anielskie łzy

Jak co roku we wrześniu, w konstancińskim amfiteatrze odbył się rodzinny festyn anielski organizowany przez zgromadzenie sióstr od aniołów. Po raz kolejny miałem okazję pomagać przy jego organizacji wraz z paczką tłuszczańsko-warszawsko-konstancińską.

W tym roku nam wolontariuszom udało się przyjechać dość wcześnie poprzedniego dnia więc mieliśmy więcej czasu aby uczynić wszystkie niezbędne przygotowania. Szczerze mówiąc gdy przyjeżdżaliśmy wieczorem to wszystko było już gotowe do przewiezienia i rozstawienia więc niemiałem dokładnie pojęcia ile pracy kosztuje siostry przygotowanie i ogarnięcie całego festynu. Nam zostało przydzielone w prawdzie niewiele, ale i tak poczuliśmy presję czasu. Dodatkowym dystraktorem była wiadomość która zaburzyła nam rytm pracy, ale o której nie chcę w tym momencie pisać, ponieważ wywołała zbyt dużo nieprzyjemnych emocji. Tak czy inaczej, z pomocą chyba tylko aniołów, czuwających nad nami udało się przygotować wszystko [mimo że część została na niedzielę rano]. W niedzielę pojawiło się jeszcze więcej pomocnych ludzi, którzy zajęli się kuchnią, namiotami i wieloma innymi kwestiami wymagającymi uwagi. Oczywiście nie obyło się bez nerwów i napięcia, czy ze wszystkim uda nam się wyrobić. Na szczęście Aniołowie czuwali. Doskonałym przykładem jest fakt, że poprosiłem siostrę Anię o to by podwiozła mnie na chwilę do domu, bo zapomniałem kilku rzeczy. Z początku nie za bardzo chciała, bo jako organizator główny, musiała doglądać wszystkiego na miejscu, jednak gdy pojawiła się siostra Ala z tą samą prośbą, samochód został odpalony i szybciutko pomknęliśmy do domu. Okazało się, chwilę przed naszym przybyciem przybyły jeszcze dwie wolontariuszki, które nie miały pojęcia jak dostać się do tężni i dzięki temu że przybyliśmy akurat w tym momencie mogły zabrać się z nami.

Mimo naszego ludzkiego nieuporządkowania i różnych emocji, Aniołowie ze swoją niebiańską doskonałością czuwali aby wszystko kręciło się jak w zegarku. Wystarczyło tylko pozwolić im się poprowadzić. Jak co roku nie zabrakło atrakcji takich jak loteria, czy kącik malucha [jak zawsze przeżywającego istne oblężenie ;)]. Ponadto na scenie co i rusz zmieniali się wykonawcy. I tak mieliśmy świetlicę z Wilna ze wzruszającym przedstawieniem, rodzinę [bardzo liczną] która zaśpiewała kilka utworów, pojawiła się młodzież z liceum im. Stanisława Kostki.  A już wspaniałym zwieńczeniem całego eventu był koncert zespołu Anielsi. Grupa młodych ludzi grająca bardzo dobrą muzykę chrześcijańską wzbudziła w nas wszystkich niesamowity nastrój. Przede wszystkim musze pochwalić wokalistki Paulinę i Jagodę za bardzo dobre zgranie się w śpiewie. Fajnie byłoby gdyby czasem pojawili się może na jakichś reko w Konstancinie ;).

Tymczasem festyn minął. Za pół roku nadejdzie festyn misyjny, a ja odjechałem z poczuciem, że tak wiele aniołów zgrało się w jednym miejscu i w jednym czasie  dając przy tym uczucie uniesienia i spełnienia czegoś dobrego.

wtorek, 13 września 2011

Nie takie głupie te rady

Znalazłem u kogoś na fejsie. I muszę przyznać, że w sumie nie takie głupie to to jest..
Nie wszystko zaraz takie prawdziwe, ale czasem warto spojrzeć i od tej strony...

A. Mam nadzieję, że jasnym jest fakt, że trzeba kliknąć by powiększyć...
Tak się tylko upewniam.